Wędrówki drogami życia Sługi Bożego – XII 1944 r. / I 1945 r.



Ks. Piotr Gołębiowski pomógł mi wszystko przetrwać



Po wysiedleniu przez Niemców mieszkańców Baćkowic we wrześniu 1944 r. ks. Piotr Gołębiowski zamieszkał na plebanii w Mominie. Przebywał tam do 15 stycznia 1945 r. Wciąż spotykał się ze swoimi parafianami. Służył również pomocą chorym w oddalonym o 12 km Opatowie.
Z tamtego okresu pochodzą poniższe wspomnienia:
„30 sierpnia 1944 r. pocisk, który wpadł do schronu, zabił mego ojca, brata i bratową, a mnie urwał lewą nogę. Przewieziono mnie do szpitala w Opatowie, gdzie leżało dużo rannych z naszej parafii. Nie wyobrażałem sobie dalszego życia, rozpaczałem... Przed świętami Bożego Narodzenia, mimo ognia frontowego, przyszedł nas odwiedzić będący na wygnaniu w Mominie ks. prob[oszcz] Gołębiowski. Gdy podszedł do mnie, zacząłem bardzo płakać... Jego słowa, modlitwa, spowiedź, życzliwość... pomogły mi wszystko przetrwać. Te odwiedziny w szpitalu 16 grudnia [19]44 r. sprawiły, że żyję i dziś czuję się szczęśliwy”.
„Po wyzwoleniu w 1945 r. mój brat Tadeusz i jego dwóch kolegów rozbierali pocisk; nastąpił wybuch... Brat miał obydwie nogi urwane. Mamusia poszła do ks. Gołębiowskiego z prośbą, żeby przyszedł i wyspowiadał go... Ksiądz wziął ze sobą różaniec, poszedł do kościoła po Pana Jezusa i wyruszyli z mamą w sześciokilometrową podróż przez zaminowany teren. Droga była błotnista, robiło się ciemno. Przyszli szczęśliwie. Ksiądz skończył spowiedź brata, a tu przychodzi z płaczem Staniek Stanisław, że jego syn jest ciężko ranny. Trzeba było iść jeszcze ze cztery kilometry. Ks. prob[oszcz] Gołębiowski rozłamał Hostię, udzielił Komunii św[ietej] bratu i wybrał się do Stańków. Gdy mój tato chciał księdza odprowadzić, pokazał różaniec i powiedział: «Mam przewodnika, wy zostańcie przy dziecku»”.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza